Duchowość chrześcijańska

0
432

Duchowość chrześcijańska
zrodziła się na pustyni, była wysiłkiem pierwszych mnichów, znalazła przyjazny grunt na odludziu poszukujących tylko Boga. Ojcowie Pustyni, a wśród nich najbardziej Ewagriusz z Pontu, znają dobrze pewien stan duszy, który w swoich zapiskach przekazali potomnym jako acedia, czyli ponure odrętwienie serca, rutyna, brak życia i motywacji.
Czym jest acedia?
Termin acedia w Septuagincie oznaczał najczęściej znużenie, apatię, wyczerpanie, przygnębienie, smutek, czy też brak zainteresowania czymkolwiek. Mnicha, którego dopadł stan acedii, można było spotkać często siedzącego bezczynnie ze wzrokiem wędrującym donikąd. Wyłączony z życia wspólnoty, w sercu karmił się przez długie dni jedynie goryczą, jałowym uniesieniem i krytyką drugich. Ten stan w sposób szczególny atakował mnichów w południu, gdyż z jednej strony było najbardziej gorąco, a to osłabiało i skłaniało raczej do snu, niż do pracy, a jednocześnie wzmagał się głód i związany z nim niepokój, bo jedyny posiłek mnisi spożywali o 9:00, czyli o 15:00 naszego czasu. Najprościej pisze o acedii Ewagriusz z Pontu: „acedia jest umiłowaniem sposobu życia demonów, nienawidzi pracowitości, walczy przeciw wyciszeniu duszy, jest namiętnością udaremniającą śpiew psalmów, ociężałością w modlitwie, sennością zbyt wcześnie przychodzącą, brzemieniem szaleństwa, nienawiścią celi, przeciwniczka trudów, przeciwieństwem wytrwałości, nieznajomością Pism, wspólniczką smutku. (De vitiis, 4).
Jak rozpoznać objawy acedii?
Pierwszym i najbardziej widocznym znakiem jest opanowania przez acedię jest wewnętrzny niepokój. Acedia przejawia się szczególnie dotkliwie, gdy nosimy w sobie pragnienie uznania, ambicji bycia lepszym, uzyskania potwierdzenia siebie. Ponadto przejawem acedii w naszym życiu może być: potrzeba ciągłych zmian, przesadna troska o własne zdrowie, oskarżanie ludzi o swoje złe samopoczucie, niepowodzenia, nieopanowana potrzeba ludzkiego towarzystwa, ogromna trudność w spełnianiu codziennych obowiązków. Są to przejawy, które wymienia Ks. Misiarczyk w artykule „Acedia według Ewagriusza z Pontu. W przypadku ludzi żyjących w świecie acedia wyraża się stałą chęcią zmiany: jeżeli jestem w domu, chcę gdzieś pójść, ale gdy jestem u kogoś, to z kolei chcę wrócić do domu. Myślę, że znamy to uczucie dobrze, kiedy cały świat chcielibyśmy zgasić w jednej chwili i byłoby nam zupełnie obojętne, gdyby nie istniało nic prócz nas. Czujmy się samotnie i jakby nie w tym życiu, wszystko nas drażni i nic nie przynosi radości. Człowiek na pasach idzie nie w tę stronę, zupa jest zbyt chłodna, herbata za słodka, praca nadmierna i źle płatna a w dodatku szef ciągle patrzy mi na ręce i szykuje mnie do zwolnienia, muzyka gra za głośno, ludzie mnie nie rozumieją. Acedia duszy.
Co możemy zrobić robić?
Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest stanięcie w prawdzie. My boimy się prawdy o sobie. Wolimy siebie wybielać i lukrować. No ze mną jeszcze nie jest tak źle – powtarzamy sobie uspakajając swoje sumienie. Problem tkwi mocno we mnie, a nie w domniemanych skrzywieniach cudzego charakteru. Serce zaczyna produkować wydumaną podejrzliwość i ciągłe niezadowolenie. Trzeba to przeciąć i zobaczyć toksynę, która nas zainfekowała. Mnisi ostrzegali często, że acedia jest jak suchy wiatr, który zaskakuje człowieka w najgorętszej porze dnia – demon południa.
W kolejnym wpisach prześledzimy osiem głównych złych myśli do których sprowadza się każda grzeszna myśl. Pierwsza jest myśl o obżarstwie, a po niej – o nieczystości. Trzecia jest chciwość, czwarta smutek, piąta gniew, szósta acedia (o niej pisaliśmy wyżej), siódma próżna chwała, ósma pycha. Zobaczymy, że to, czy owe myśli dręczą nas i naszą duszę, czy też nie, to nie zależy od nas. Ale czy trwają, czy nie, czy się potęgują, czy też nie, to zależy do nas.